czwartek, 2 marca 2017

Gaia

W zakamarkach koralikowych zapasów znalazłam woreczek. A w nim mix wielkości takich szklanych koralików w ciemnohematytowym kolorze.

"Co by tu z nimi...."

Dobrałam kamień: delikatnie żyłkowany jaspis. Obszyłam malutkimi koralikami TOHO.

Kształt wisiora wymyślił się sam, od razu.


Do żyłkowania na kamieniu doszyłam kolejne czerwone żyłki.


 Szyło mi się go bardzo miło, przyjemnie i dość szybko.

Tak się prezentuje wykończony:








 I tak na człowieku. Długość żołądkowa, bardzo długi sznurek do wiązania i regulowania długości. Na supeł, na kokardkę, ogonki z przodu, ogonki z tyłu. Takie cuda.




 Co o nim myślicie?

sobota, 4 lutego 2017

Pani Lela

Jakoś w czasie wakacji wpadł do głowy pomysł. Narysowałam na papierze, na filcu, wyszyłam i jest!
Naprawdę, wisior powstał zadziwiająco szybko.


Tak, wisior z wakacji, a mamy luty. Wiadomo jak to jesień, zima - słońca, weny nie ma.

Zaczęło się od ceramicznej pastylki, obok niej wyrosły palemki z rureczek, listki nocy kairu, a potem samo poszło zamykając się w ramkach wyznaczonych w pierwotnym projekcie.



Tyl podszyty delikatną skórką. Całość zawieszona (dzięki moim ulubionym ostatnio "szelkom" :) ) na okrągłym rzemieniu.



Nosiłybyście?