Lubię to!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft koralikowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft koralikowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 października 2021

A pieees...?

 Jakiś czas temu wyszyłam takie psie broszki.



A na myśli o psie niezmiennie od lat śmieszy mnie Kabaret Dudek:
 
𝘗𝘪𝘦𝘦𝘦𝘦𝘴? 𝘗𝘪𝘦𝘴𝘦𝘬... 𝘑𝘢𝘬𝘢 𝘳𝘢𝘴𝘢...?
𝘊𝘻𝘺 𝘙𝘰𝘻𝘦𝘯𝘤𝘸𝘢𝘫𝘨𝘰𝘸𝘢 𝘮𝘢 𝘯𝘢 𝘴𝘱𝘳𝘻𝘦𝘥𝘢ż 𝘱𝘴𝘢...?
 
 
Nie wiem jak Rozencwajgowa, ale moje psy już się noszą u nowej, zadowolonej właścicielki 😊
 
 
Tego wyszyłam z małych koralików. Jak zawsze na filcu, mocną nicią.


 
Plecki z ekozamszu. Takie to małe (6x5,5 cm), ale szalenie urocze!

 
 
Zapragnęłam wyszyć kolejną wersję, tym razem z maleńkich koralików. 6 na 4,5 centymetra.



 
Piiieees?
Piesek...
Jaka rasa...?
Czy to jest może lyżew? ... Ostatecznie może być sweter. Albo bulgot... albo taki maly bialy dupelek.... Tylko broń boże nie jajnik! 
 
 Mam tu miłośników psów? Jaaaakaa raaasaaa? 😜

środa, 5 sierpnia 2020

Flora

Och! Co tu się dzieje?!
Nie... To złe pytanie.

Dlaczego tutaj nic się nie dzieje???

Siadam i piszę, w międzyczasie zamiatam te pajęczyny, które obrosły bloga!
Pani Anna wczoraj stwierdziła, że są już pokaźnych rozmiarów :) (Pozdrawiam serdecznie! 💚)


Dziś chcę pokazać Wam naszyjnik z okienkiem. Taki projekt wpadł mi do głowy, gdy przeglądałam zdjęcia poprzednio uszytych naszyjników. Zobaczyłam ten - Pani Lela - ma z boku "wygryziony" element i wstawiony w to miejsce opleciony koralikami kamień. A może by tak okienko w środku?
Proszę bardzo!


Szybki szkic, dobór kamieni, umiejscowienie... Obszycie.




Dobór pozostałych kamieni. Mam pokaźne zbiory koralików, więc przypomina to prawdziwą wyprawę po te najlepsze. Ale uwielbiam to!


Obszar między kamieniami - wyszyty chaosem.
To bardzo dobra okazja do tego, by wykorzystać miksy najróżniejszych koralików.



Plecki podszyte ekozamszem w bordowym kolorze.


Pierwsza wersja przewidywała pióra... Jakoś nie mogłam ich wpasować... Więc z nich zrezygnowałam (ale pokazuję to zdjęcie, bo bardzo mi się podoba :) - zawsze mam dużo zdjęć z zaplecza!).
Miałam też niemały problem z umiejscowieniem i wszyciem krawatki. Myślę: no nie skończę tego wisiora za nic w świecie... No bo jak...


Ale chwilkę... Czy zawsze musi być z krawatką? Okienko przecież powstało nie na darmo!
A że już mam wisiory ze "szlufkami", szybko wróciłam do pracowni i z nową werwą wzięłam się do pracy! :)

Później, podczas szukania weny na kolejną pracę znalazłam resztę howlitów, które przyszywałam na początku. W sekundę zapadła decyzja, że powstanie bransoletka do kompletu!


Od zawsze chomikuję resztki filcu, bo może kiedyś się przydadzą. Tu się sprawdziły znakomicie, małe kawałeczki na małe formy - idealnie! Nie szkodzi, że w różnych kolorach, elementy i tak są wielobarwne. Może niezbyt piękne na zdjęciu - ale Wy widzicie dosłowny proces od kuchni, a dla mnie dokładna pamiątka powstawania biżuterii. Działałam w myśl "zero waste" zanim stało się to modne :)


Obszyłam małe kamyczki - jak kolorowe pralinki. Połączyłam na rzemieniach i...


Tadam! Gotowe :)


Oto komplet w swojej pełnej okazałości.
Użyłam prostokątnych howlitów, sieczki awenturynu, wielu, wielu szklanych koralików różnej maści. Tył jak wspomniałam, to mój ulubiony ekozamsz. Całość wisi na kolorowych rzemieniach i zapina się na metalowe zapięcia w kolorze złotym.













Jak Wam się podoba taka wizja naszyjnika? Teraz, w lecie wyobrażam go sobie na prostej, gładkiej lnianej sukience... :)


Dajcie znać w komentarzu, niech to będzie dla mnie motywacją, żeby kolejny post pojawił się już niebawem!

Ściskam i pozdrawiam,
miidori 💚

PS Przy okazji chcę wspomnieć, że dziś mija 13 lat, odkąd zakochałam się w twórczości. Najpierw była biżuteria, później nauczyłam się robić na drutach, jeszcze później kupiłam maszynę do szycia. Można powiedzieć - mydło i powidło. Ale otwarcie przyznaję się, że uwielbiam tworzyć, wymyślać nowe, nosić swoje dzieła. Pracuję w koralikowo - włóczkowo - tasiemkowym miejscu, więc można powiedzieć, że z rękodziełem się nie rozstaję. Zupełnie niedawno pewna Pani mi oznajmiła "cieszę się ze pani tu jest i lubię do pani przychodzić bo pani tyle rzeczy wie i odpowiada na takie trudne pytania i tak mnie inspiruje!" Dodała mi skrzydeł pierwszorzędnie 😍
Ostatnio więcej dziergam na drutach, niż biżuteriuję, od ostatniego wpisu z drutów zeszły dwa swetry, realizuję też pewien "resztkowy" projekt... Kiełkuje pomysł na kolejny sweter... Ale też mam zaczęte koralikowe kolczyki, wszystko skończę w swoim czasie. Bo jak już wiecie, nie spinam się. Tworzenie ma być przyjemnością w czystej postaci!


czwartek, 2 kwietnia 2020

Blaski i błyski

Och! Zaaferowana moimi ostatnimi włóczkowymi udziergami, zapomniałam pokazać Wam moje najnowsze haftowane kolczyki!

Wydziergałam je po długiej przerwie w hafcie, a teraz tak długo czekają, aż je pokażę??
Ale wiadomo, czas w mojej pracowni płynie zupełnie inaczej... :)

Zamysł pojawił się jak tylko wyjęłam kilka szklanych kaboszonów...
Mmm... Energia! Moc!


Uszyłam je w cztery dni. Nie są przesadnie wielkie, ale przyszyłam tam duuużo ilość malunich koralików...


Kolczyki często szyję dwa na raz, żeby były w miarę symetryczne. Kiedyś szyłam najpierw jeden, później drugi. Ale jak fantazja ręce poniesie, to ciężko później to nazwać "parą kolczyków"... :)


Centralną część zajmują szklane kaboszony, z podklejoną grafiką. Swego czasu nakupiłam ich całe mnóstwo, może powstać spora kolekcja!


A wzór dookoła? Tu ciekawa sprawa, bo inspirowałam się... Swoją starszą pracą - TYM wisiorem :)
W kolczykach ciepła czerwień przeplata się tu z chłodnymi niebieskościami, błękitami. Podobnie też jak w podlinkowanym wisiorze: róże i fiolety. Przemyciłam nawet motyw "gałązek"! Sądzę, że są bardzo urocze. Na pewno jeszcze gdzieś wykorzystam ten motyw.

No a tak prezentują się gotowe:





Zamontowałam bardzo pięknej urody okrągłe bigle. Mam do nich słabość ;)
Spód tradycyjnie podszyty ekozamszem.

 Co sądzicisz o takich energetycznych kolczykach???



Jeśli już tu zaglądasz, będzie mi niezwykle miło, gdy zostawisz komentarz, napiszesz co myślisz o mojej twórczości!

środa, 20 listopada 2019

Rubinowe Noce

Siedzę i siedzę...
Myślę i myślę...
I nie dziergam.

Zupełnie nie rozumiem, co się w ciągu ostatniego roku dzieje, że u mnie na warsztacie pustka.
Mało szyję, mało dziergam, za to czytam dziesiątki książek i układam miliony puzzli.
No halo!
Zryw do blogowania też znikomy.

Moja wena - sens mojego życia - opuszcza mnie?
A może to już nie to? A może wyszyłam już wszystkie projekty życia?
A i tak nie będę pisać, bo kto to czyta? Ale jak nie piszę, to jak ktoś ma to czytać?

Zauważam,  że ten rok upływa mi na przemyśleniach o wszystkim i o niczym, które prowadzą do... niczego.
Wieje pustką, smutkiem, klasyczną melan*ujnią.
Tylko, że to nie jest stan jak w zimowym filmie: grube skarpety, lampka wina, ogień świec... To trwa za długo.
Mam ochotę potrząsnąć się za ramiona i krzyknąć "Ogarnij się babo! Nie dumaj tyle, tylko dziergaj! Miidori, wracaj z tego niekoralikowego świata, bo gdzieś zabłądziłaś!"

Ostatnio z nostalgią oglądałam zdjęcia swoich starszych biżuksów. "ooo... kiedyś to takie piękne uszyłam... ooo a taki pomysł to skąd miałam? ooo... a to forma bardzo ciekawa...." Oglądałam je tak, jakby to były prace kogoś innego...
Dziwne uczucie, przyznaję.
Często oglądam swoje prace, ale takiego dystansu jak ostatnio, to już dawno nie czułam...

Wtedy natknęłam się na te zdjęcia. Te kolczyki.
Piękne. Nazwałam je Rubinowe Noce.


Fantastyczne guziki potraktowałam jako kaboszony. Lubię guziki, często kupuję po dwa, właśnie z nadzieją, że wykorzystam je w moich haftach.


Obszyłam je tymi najmniejszymi koralikami, widzę tu sporo 15/o od TOHO. Wiecie, że one mają 1,5 milimetra (!) średnicy? Mamy tu też takie fajne, o trójkątnym przekroju... Kilka czeskich kryształków...


Czerń błyszcząca i matowa, bordo i malinowa czerwień, oprószone srebrzystymi drobinkami...


Daty przy zdjęciach mówią, że uszyłam je 30 miesięcy temu. 124 tygodnie temu. Wiecie, jak to dawno?! Bardzo. Za bardzo. To właśnie to stare zdjęcie:


Patrzę na nie i myślę: Ej, zapomniałaś już jak to jest miło obszywać kaboszony? Równo i precyzyjnie? Zapomniałaś, jak to fajnie się szyje, jak jesteś "na fali" i ulegasz wenie, która cię niesie i jakby sama naszywa koraliki dookoła? Jakby czas się zatrzymał, a między tobą a krzesłem nagle zrobiło się kilka centymetrów odstępu? Jak potem znów wracasz w wcale nie większym czy mniejszym skupieniu do równego wyszywania murka na sam koniec? O dobieraniu koralików i podkładu nie wspominając... 

Tak.

To jest wspaniałe uczucie, przecież wiem, że to lubię. Kocham!

W trakcie pisania, wstałam i poszłam szukać kaboszonów i koralików.
Skompletowałam zestaw na niewielkie kolczyki.
Przygotowałam igłę, odcięłam nić.
Odrysowałam wzór, przyszyłam pierwszy koralik.


... wrócę...?

piątek, 21 lipca 2017

Atole

Atole.
Zaczęte koło stycznia. W dniu swoich urodzin założyłam je dopiero co wykończone. To było pod koniec kwietnia. Zdjęć się doczekały ponad miesiąc temu, a publikuję właśnie dziś.



Przewrotne życie nie pozwala mi się wyrabiać w terminach. Warkocz sytuacji plecie się bardzo skomplikowanie. Smutne elementy nie pozwalają wyjść spod koca, wesołe nie dają wrócić do domu o przyzwoitej porze. A dodatkowo koraliki stoją troszkę dalej, bo ich miejsce zajął mój przyjaciel Singer, ale o tym innym razem...


Atole wyszyte koralikowym mixem. W głowie zrodził się taki pomysł i muszę Wam powiedzieć, że efekt końcowy jest dokładnym odzwierciedleniem projektu! A taka sytuacja zdarza się baaardzo rzadko.
I tak, gdy już widać było kontur, wykopałam z czeluści pudeł, pudełeczek i woreczków koralikowe końcóweczki, szyłam dwa kolczyki na raz, by mieć pewność, że będą do siebie podobne.



Na płaszczyźnie Atoli zamieszkały: wyżej wspomniana szklana drobnica. Znajdą się i czeskie i japońskie i jakieś inne koraliczki. Błysku dodają szlifowane szklane koraliki, surowości z kolei sieczka awenturynu. Od góry całość zdobią malowane drewienka, od dołu gałązka koralowca.




Wyszły dość spore, pokaźne. Jak zwykle! :)

Co o nich sądzicie?