Lubię to!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolczyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolczyki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 września 2022

Wspomnienie lata

 Od rana w głowie głos Czesława mi nuci "mimozami jesień się zaczyna..."🎶


Lato powoli pakuje manatki i odlatuje z bocianami na kilka miesięcy.

Niech leci, bardzo tęsknić nie będę. 

Zatęsknię później, może troszkę, bo tylko w lato maliny nagrzane słońcem smakują tak pysznie, a i kawa w upał stygnie wolniej...


Na pożegnanie tych owocowych pyszności, przepięknych zachodów słońca, skóry nagrzanej intensywnymi promieniami, a jednocześnie na oczekiwanie na tę wspaniałą paletę żółci, pomarańczy i oczywiście czerwieni, która zachwyca za każdym razem, mimo że tak dobrze ją znam...

przygotowałam kolczyki, które są spójne poprzez kontrast - jak te wrześniowe dni: już trochę rześkie, jesienne poranki i całkiem ciepłe okolice południa...



Z malutkich japońskich koralików w czerwonawych barwach wyplotłam przestrzenne formy i połączyłam je ze sporymi kulami korala filipińskiego.





 Kolczyki są bardzo lekkie, bo moje formy są puste w środku, a i nie bez powodu inna nazwa korala filipińskiego to koral gąbczasty 😉

Widzę je noszone do letniej sukienki, i do lekkich swetrów ❤️


Ach, rozpisałam się dziś nieprzeciętnie, ale i zdjęć jest kilka, też z etapu tworzenia 🥰

Lubię je robić i kompletować te pamiątki ❤️


W poprzednim poście wspominałam zimę, dzis od lata orzechodzę do jesieni... Czyli zgubiłam gdzieś wiosnę... 

Jak śpiewa Kaśka Nosowska "styczeń, luty, maj... Gdzieś zgubiłam marzec..."


Spokojnie, to nie malutki koralik w puchatym dywanie - znajdzie się 💚

czwartek, 14 października 2021

Przyszło NOWE

Po raz enty powiem, że... Jak ja dawno nie pisałam tutaj!

Ale to nie znaczy, że nie dziergam. A dziergam i tworzę.

Więcej działam na instagramie, tam też się rozdwoiłam:

miidori zostało w formie tylko biżuteryjnej

a swetry i inne włóczkowe udziergi wywędrowały na...

 

konto borowska.dzierga! (kliknięcie w obrazki przeniesie Cię na te profile - zachęcam do obserwowania) - tam jak widzisz, pokazuję znane już udziergi. Postanowiłam odgrzać kotlety i stworzyć od początku Pamiętnik Borowskiej - jak zwykle dużo piszę, wspominam, dzielę się mądrościami, które nabyłam na mojej dziewiarskiej drodze.

Bo od czerwca przedstawiam się jako Borowska!


Tydzień przed ślubem, gdy wszystko było dopięte na ostatni guzik, dziergałam sweter. I jak raz naszła mnie myśl, że pora i na takie zmiany.

Zastanawiam się jeszcze, co zdziałać z blogiem? Też rozdwoić? W podjęciu decyzji pomoże mi Twój komentarz, w którym napiszesz co chcesz tu u mnie oglądać. Każda wiadomość jest dla mnie cenna, bo ten pamiętnik, który tu piszę zostawiam otwarty specjalnie dla Ciebie. 

 

A wracając do tematów biżuksowych:

W przedślubnym ferworze nabyłam sporo nowych koralików, odświeżyłam warsztat. 

Walczyłam z wizjami - miało być zielono - piwoniowo. Piwonie uwielbiam, kocham miłością nieziemską, stąd nie mogło ich zabraknąć na moim ślubie. Naszym - mężowi też się podobają ;)

Ostatecznie wybrałam tę parę, która powstała jako pierwsza. A szkatułka zapełniła się pokaźną ilością ozdób, nie tylko zielonych, niebawem pokażę wszystkie :)

Z tych najmniejszych, półtoramilimetrowych koralików uszyłam rozetki, dwustronne! Żeby nie było nudy, bo podobnych elementów powstało 4, po dwa na kolczyk - są one wtedy pełniejsze, pokaźniejsze. Środki z uroczych kryształków Swarovskiego, do tego kształtu mam ogromy sentyment, lubię je odkąd zaczęłam robić biżuterię naście lat temu.

Na dole wykończyłam jadeitowymi kroplami, które kupiłam sobie 4 lata temu w sklepie z artykułami biżuteryjnymi w Poznaniu. Pojechałam odwiedzić mieszkającą tam wtedy przyjaciółkę i poznać miasto. Przejeżdżając ulicami między jedną, a drugą atrakcją na widok TEGO szyldu zaświeciły mi się oczy 🤩
Anna z uśmiechem skomentowała "tak, tam też pójdziemy 😊"

Podczas szycia kolczyków zapomniałam o pochodzeniu kamieni, uświadomiłam to sobie już po zmianie stanu cywilnego - nic tu nie było ustawione!
Do tego rozetkowe bigle - i voila!

   Psst...
Siedząc tam, nad zielonym brzegiem Warty, czy na skąpanym w słońcu dachu Bramy Poznania rozmawiałyśmy. Dużo. Bardzo dużo. Ja wtedy w życiowej rozsypce nie wierzyłam ani trochę, że jeszcze będzie pięknie, jeszcze będzie wspaniale. A ona ciągnęła mnie za uszy z tego dołka, wskazała drogę i... 💫 Dzięki niej jestem tu, gdzie jestem, a te poznańskie kropelki wisiały w moich uszach w dniu mojego ślubu 💚


Najpiękniejsze historie pisze samo życie 😊
A Anna, mimo że raczej nie nosi takiej biżuterii, zawsze mnie wspiera i chwali moje projekty - jest to bardzo miłe 👩‍❤️‍👩

Takie mam biżuksowe historie...


Nie zapomnij i Ty mi szepnąć coś w komentarzu :)


czwartek, 2 kwietnia 2020

Blaski i błyski

Och! Zaaferowana moimi ostatnimi włóczkowymi udziergami, zapomniałam pokazać Wam moje najnowsze haftowane kolczyki!

Wydziergałam je po długiej przerwie w hafcie, a teraz tak długo czekają, aż je pokażę??
Ale wiadomo, czas w mojej pracowni płynie zupełnie inaczej... :)

Zamysł pojawił się jak tylko wyjęłam kilka szklanych kaboszonów...
Mmm... Energia! Moc!


Uszyłam je w cztery dni. Nie są przesadnie wielkie, ale przyszyłam tam duuużo ilość malunich koralików...


Kolczyki często szyję dwa na raz, żeby były w miarę symetryczne. Kiedyś szyłam najpierw jeden, później drugi. Ale jak fantazja ręce poniesie, to ciężko później to nazwać "parą kolczyków"... :)


Centralną część zajmują szklane kaboszony, z podklejoną grafiką. Swego czasu nakupiłam ich całe mnóstwo, może powstać spora kolekcja!


A wzór dookoła? Tu ciekawa sprawa, bo inspirowałam się... Swoją starszą pracą - TYM wisiorem :)
W kolczykach ciepła czerwień przeplata się tu z chłodnymi niebieskościami, błękitami. Podobnie też jak w podlinkowanym wisiorze: róże i fiolety. Przemyciłam nawet motyw "gałązek"! Sądzę, że są bardzo urocze. Na pewno jeszcze gdzieś wykorzystam ten motyw.

No a tak prezentują się gotowe:





Zamontowałam bardzo pięknej urody okrągłe bigle. Mam do nich słabość ;)
Spód tradycyjnie podszyty ekozamszem.

 Co sądzicisz o takich energetycznych kolczykach???



Jeśli już tu zaglądasz, będzie mi niezwykle miło, gdy zostawisz komentarz, napiszesz co myślisz o mojej twórczości!

środa, 5 lutego 2020

miidori

Tuż przed zaśnięciem, pod firanami rzęs, pod zasłonami powiek wyświetlam sobie osobisty film.
Pewnego wieczoru marzę na zielono... Niebanalnie... Koralikowo...

Rano obraz ten nie zniknął, więc... Musiałam siąść do dziergania!

Pierwszy rządek wydziergałam na przełomie września i października 2018...
Jestem w lekkim szoku, że to było tak dawno temu, ale jestem świadoma tego, że ten zestaw kolorystyczny na moim biurku gościł dłuuugo...


To jest to!


Koncepcja zakładała wiele takich samych elementów. Uznałam, że dobrym rozwiązaniem będzie wydzierganie ich wszystkich jednocześnie. Zawsze mam pokaźny zapas igieł, przygotowałam sobie ich 7, ósmy element miałam już gotowy :)


Nie wiem dlaczego, ale tak mi się wygodniej robi. Często robię dwa kolczyki na raz, więc i tu małe trójkąciki robiłam razem... Nici trochę się plątały, szczególnie, gdy na tapet wjeżdżał jakiś inny projekt, który też gdzieś się rodził obok.


Duże już trochę bardziej na raty ;)
Małe wydziergałam "tradycyjnym" brickiem, duże podwójnym.
Bardzo często korzystam z papierów od Shali Kerrigan - uwielbiam je! <3

Tu możecie mnie podglądać "w ruchu":
(Mój pierwszy film. Powiem szczerze, nagrywając go stresowałam się bardziej, niż jakbym dziergała na przykład w kawiarni, gdzie chodzą i patrzą na mnie inni ludzie! Bo nie przeszkadza mi, gdy ktoś patrzy mi na ręce podczas dziergania, a tu...? Działo się coś dziwnego :))




Te fotki na moim instagramie pojawiły się jakieś 46 tygodni temu! Ale niestety prokrastynacja to moje drugie imię. Próbuję z tym walczyć, ale... :)
W międzyczasie powstało kilka innych dzieł (między innymi kolekcja kolczyków z chwostami - również szytych brickiem, też z Toho treasure <3), rozpoczęłam, skończyłam robótki na drutach, coś uszyłam. W moim warsztacie nie mam dedlajnów...


Z powyższego zestawu, po małej modyfikacji pierwotnego projektu (jak widzicie najpierw wymyśliłam bryły z czworobokiem w podstawie, później jednak po przymiarkach stwierdziłam, że wyszło mi co nie co za bogato...) zszyłam w końcu wyśnione bryły (koniec lipca 2019). Teraz tak myślę, że wiem, dlaczego ten projekt był aż tak rozciągnięty w czasie. Znacie to uczucie po przeczytaniu wspaniałej książki? Po obejrzeniu rewelacyjnego filmu? No właśnie... Chciałam to odciągnąć jak najdalej, bo zszycie elementów, zamontowanie bigli... Iii...
Właśnie nadchodzi TO uczucie ;) 
Oglądanie kolczyków na wyciągniętej dłoni, lub na uchu w lustrze daje podobny efekt, ale to jednak nie to samo podniecenie obecne podczas procesu twórczego :)
One nie zniknęły, widzę je cały czas, ale praca nad dziełem, a oglądanie efektu końcowego to dwie różne bajki ;)


Uszyte z japońskich koralików Toho w kształcie cylindrycznym (TOHO Treasure), w kolorach: cudownie szmaragdowo zielonym; szarym, tym pięknym, ostatnio moim ulubionym, niesamowicie połyskującym; matowej, aksamitnej czerni.
Bardzo ładnie trzymają kształt, nie zapadają się do środka.
Są duże, długie na ponad 11 cm (z biglem), szerokie na niecałe 3 cm.
Połączone, doprawione jadeitami, wykończone stalą chirurgiczną.
 

Oto moje miidori - duże, niebanalne, zielone! 

Pooglądajcie, a na koniec powiedzcie, co o nich myślicie...









Z tych elementów, które mi zostały po  modyfikacji pierwotnego projektu powstały mniejsze, leciutkie jak listki segmentowe kolczyki.





 ... Tamtego dnia, po przebudzeniu się, jeszcze nie wiedziałam, jak je wykonać od strony technicznej, ale obiecałam sobie, że jak wyjdą, to zrobię podobne w fioletach... :) <3




środa, 20 listopada 2019

Rubinowe Noce

Siedzę i siedzę...
Myślę i myślę...
I nie dziergam.

Zupełnie nie rozumiem, co się w ciągu ostatniego roku dzieje, że u mnie na warsztacie pustka.
Mało szyję, mało dziergam, za to czytam dziesiątki książek i układam miliony puzzli.
No halo!
Zryw do blogowania też znikomy.

Moja wena - sens mojego życia - opuszcza mnie?
A może to już nie to? A może wyszyłam już wszystkie projekty życia?
A i tak nie będę pisać, bo kto to czyta? Ale jak nie piszę, to jak ktoś ma to czytać?

Zauważam,  że ten rok upływa mi na przemyśleniach o wszystkim i o niczym, które prowadzą do... niczego.
Wieje pustką, smutkiem, klasyczną melan*ujnią.
Tylko, że to nie jest stan jak w zimowym filmie: grube skarpety, lampka wina, ogień świec... To trwa za długo.
Mam ochotę potrząsnąć się za ramiona i krzyknąć "Ogarnij się babo! Nie dumaj tyle, tylko dziergaj! Miidori, wracaj z tego niekoralikowego świata, bo gdzieś zabłądziłaś!"

Ostatnio z nostalgią oglądałam zdjęcia swoich starszych biżuksów. "ooo... kiedyś to takie piękne uszyłam... ooo a taki pomysł to skąd miałam? ooo... a to forma bardzo ciekawa...." Oglądałam je tak, jakby to były prace kogoś innego...
Dziwne uczucie, przyznaję.
Często oglądam swoje prace, ale takiego dystansu jak ostatnio, to już dawno nie czułam...

Wtedy natknęłam się na te zdjęcia. Te kolczyki.
Piękne. Nazwałam je Rubinowe Noce.


Fantastyczne guziki potraktowałam jako kaboszony. Lubię guziki, często kupuję po dwa, właśnie z nadzieją, że wykorzystam je w moich haftach.


Obszyłam je tymi najmniejszymi koralikami, widzę tu sporo 15/o od TOHO. Wiecie, że one mają 1,5 milimetra (!) średnicy? Mamy tu też takie fajne, o trójkątnym przekroju... Kilka czeskich kryształków...


Czerń błyszcząca i matowa, bordo i malinowa czerwień, oprószone srebrzystymi drobinkami...


Daty przy zdjęciach mówią, że uszyłam je 30 miesięcy temu. 124 tygodnie temu. Wiecie, jak to dawno?! Bardzo. Za bardzo. To właśnie to stare zdjęcie:


Patrzę na nie i myślę: Ej, zapomniałaś już jak to jest miło obszywać kaboszony? Równo i precyzyjnie? Zapomniałaś, jak to fajnie się szyje, jak jesteś "na fali" i ulegasz wenie, która cię niesie i jakby sama naszywa koraliki dookoła? Jakby czas się zatrzymał, a między tobą a krzesłem nagle zrobiło się kilka centymetrów odstępu? Jak potem znów wracasz w wcale nie większym czy mniejszym skupieniu do równego wyszywania murka na sam koniec? O dobieraniu koralików i podkładu nie wspominając... 

Tak.

To jest wspaniałe uczucie, przecież wiem, że to lubię. Kocham!

W trakcie pisania, wstałam i poszłam szukać kaboszonów i koralików.
Skompletowałam zestaw na niewielkie kolczyki.
Przygotowałam igłę, odcięłam nić.
Odrysowałam wzór, przyszyłam pierwszy koralik.


... wrócę...?

środa, 25 września 2019

Lato. Lato minęło...

Zniknęłam.
Tak, lubię znikać.

Lato minęło.
Ja w tym czasie chodziłam po lasach, łąkach, odkrywałam cudowne miejsca na spacery...
 
Na początku lata odwiedziłam pachnące łąki, które nie miały końca...


Kilka tygodni później wędrowałam po pięknych, ale wymagających Tatrach. Nie raz wspięłam się powyżej 2000 metrów nad poziomem morza. Myślałam, że serce mi wyskoczy uszami, ale było warto...



A pod koniec wsiadłam w samolot i poleciałam do zachodniej Anglii.




Widziałam dużo kwiatów, motyli, zieleni, otwartej przestrzeni, gór, pięknych budynków, witraży...

Ale już wróciłam!
Rozpakowałam się, dopieszczam robótki, które powstały w czasie lata. Przecież zawsze woziłam ze sobą woreczek koralików, igły i nici. Zgrywam miliardy zdjęć, a w międzyczasie przekopuję zapasy koralików, nadal bym dziergała.

Ale tym razem pokażę Wam, nad czym pracowałam na początku lata.
Jak lato, to kolczyki z chwostami.

Poleciałam z tematem i powstało ich całkiem sporo!
Każda para powstała ze szczypty japońskich koralików TOHO. Większość chwostów też zrobiłam sama.
Uwielbiam je wszystkie. Gdybym miała więcej uszu, nosiłabym wszystkie na raz.

Czy wszyscy już wiedzą, że kocham się w tych szarych koralikach?



Tak bardzo je uwielbiam, że powstała z nimi druga para.




Kolejne: złoto śmietankowe.





A tu muszę Wam powiedzieć, że bardzo nie lubię lata. Ale tylko o tej porze można jeść truskawki prosto z krzaczka. Niesamowicie słodkie i gorące od tego szalonego Słońca...




Tak samo maliny, jeżyny, jagody...


Same, ze śmietanką...




Całe lub zmiksowane....







Tak, to jest właśnie jedyny powód, dla którego w czerwcu nie pakuję walizek i nie melduję się na Grenlandii... ;)





Och, ma ukochana zieleni... Zaraz liście opadną... Zielenią muszę nacieszyć oczy na zapas.





Żegnaj lato. Płakać nie będę.
Jeszcze tylko jesień, zima... I znów przyjdzie moja ukochana wiosna!

:)