Lubię to!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naszyjniki / wisiorki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naszyjniki / wisiorki. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 sierpnia 2020

Flora

Och! Co tu się dzieje?!
Nie... To złe pytanie.

Dlaczego tutaj nic się nie dzieje???

Siadam i piszę, w międzyczasie zamiatam te pajęczyny, które obrosły bloga!
Pani Anna wczoraj stwierdziła, że są już pokaźnych rozmiarów :) (Pozdrawiam serdecznie! 💚)


Dziś chcę pokazać Wam naszyjnik z okienkiem. Taki projekt wpadł mi do głowy, gdy przeglądałam zdjęcia poprzednio uszytych naszyjników. Zobaczyłam ten - Pani Lela - ma z boku "wygryziony" element i wstawiony w to miejsce opleciony koralikami kamień. A może by tak okienko w środku?
Proszę bardzo!


Szybki szkic, dobór kamieni, umiejscowienie... Obszycie.




Dobór pozostałych kamieni. Mam pokaźne zbiory koralików, więc przypomina to prawdziwą wyprawę po te najlepsze. Ale uwielbiam to!


Obszar między kamieniami - wyszyty chaosem.
To bardzo dobra okazja do tego, by wykorzystać miksy najróżniejszych koralików.



Plecki podszyte ekozamszem w bordowym kolorze.


Pierwsza wersja przewidywała pióra... Jakoś nie mogłam ich wpasować... Więc z nich zrezygnowałam (ale pokazuję to zdjęcie, bo bardzo mi się podoba :) - zawsze mam dużo zdjęć z zaplecza!).
Miałam też niemały problem z umiejscowieniem i wszyciem krawatki. Myślę: no nie skończę tego wisiora za nic w świecie... No bo jak...


Ale chwilkę... Czy zawsze musi być z krawatką? Okienko przecież powstało nie na darmo!
A że już mam wisiory ze "szlufkami", szybko wróciłam do pracowni i z nową werwą wzięłam się do pracy! :)

Później, podczas szukania weny na kolejną pracę znalazłam resztę howlitów, które przyszywałam na początku. W sekundę zapadła decyzja, że powstanie bransoletka do kompletu!


Od zawsze chomikuję resztki filcu, bo może kiedyś się przydadzą. Tu się sprawdziły znakomicie, małe kawałeczki na małe formy - idealnie! Nie szkodzi, że w różnych kolorach, elementy i tak są wielobarwne. Może niezbyt piękne na zdjęciu - ale Wy widzicie dosłowny proces od kuchni, a dla mnie dokładna pamiątka powstawania biżuterii. Działałam w myśl "zero waste" zanim stało się to modne :)


Obszyłam małe kamyczki - jak kolorowe pralinki. Połączyłam na rzemieniach i...


Tadam! Gotowe :)


Oto komplet w swojej pełnej okazałości.
Użyłam prostokątnych howlitów, sieczki awenturynu, wielu, wielu szklanych koralików różnej maści. Tył jak wspomniałam, to mój ulubiony ekozamsz. Całość wisi na kolorowych rzemieniach i zapina się na metalowe zapięcia w kolorze złotym.













Jak Wam się podoba taka wizja naszyjnika? Teraz, w lecie wyobrażam go sobie na prostej, gładkiej lnianej sukience... :)


Dajcie znać w komentarzu, niech to będzie dla mnie motywacją, żeby kolejny post pojawił się już niebawem!

Ściskam i pozdrawiam,
miidori 💚

PS Przy okazji chcę wspomnieć, że dziś mija 13 lat, odkąd zakochałam się w twórczości. Najpierw była biżuteria, później nauczyłam się robić na drutach, jeszcze później kupiłam maszynę do szycia. Można powiedzieć - mydło i powidło. Ale otwarcie przyznaję się, że uwielbiam tworzyć, wymyślać nowe, nosić swoje dzieła. Pracuję w koralikowo - włóczkowo - tasiemkowym miejscu, więc można powiedzieć, że z rękodziełem się nie rozstaję. Zupełnie niedawno pewna Pani mi oznajmiła "cieszę się ze pani tu jest i lubię do pani przychodzić bo pani tyle rzeczy wie i odpowiada na takie trudne pytania i tak mnie inspiruje!" Dodała mi skrzydeł pierwszorzędnie 😍
Ostatnio więcej dziergam na drutach, niż biżuteriuję, od ostatniego wpisu z drutów zeszły dwa swetry, realizuję też pewien "resztkowy" projekt... Kiełkuje pomysł na kolejny sweter... Ale też mam zaczęte koralikowe kolczyki, wszystko skończę w swoim czasie. Bo jak już wiecie, nie spinam się. Tworzenie ma być przyjemnością w czystej postaci!


czwartek, 2 marca 2017

Gaia

W zakamarkach koralikowych zapasów znalazłam woreczek. A w nim mix wielkości takich szklanych koralików w ciemnohematytowym kolorze.

"Co by tu z nimi...."

Dobrałam kamień: delikatnie żyłkowany jaspis. Obszyłam malutkimi koralikami TOHO.

Kształt wisiora wymyślił się sam, od razu.


Do żyłkowania na kamieniu doszyłam kolejne czerwone żyłki.


 Szyło mi się go bardzo miło, przyjemnie i dość szybko.

Tak się prezentuje wykończony:








 I tak na człowieku. Długość żołądkowa, bardzo długi sznurek do wiązania i regulowania długości. Na supeł, na kokardkę, ogonki z przodu, ogonki z tyłu. Takie cuda.




 Co o nim myślicie?

sobota, 4 lutego 2017

Pani Lela

Jakoś w czasie wakacji wpadł do głowy pomysł. Narysowałam na papierze, na filcu, wyszyłam i jest!
Naprawdę, wisior powstał zadziwiająco szybko.


Tak, wisior z wakacji, a mamy luty. Wiadomo jak to jesień, zima - słońca, weny nie ma.

Zaczęło się od ceramicznej pastylki, obok niej wyrosły palemki z rureczek, listki nocy kairu, a potem samo poszło zamykając się w ramkach wyznaczonych w pierwotnym projekcie.



Tyl podszyty delikatną skórką. Całość zawieszona (dzięki moim ulubionym ostatnio "szelkom" :) ) na okrągłym rzemieniu.



Nosiłybyście?

środa, 28 grudnia 2016

Proste formy

Wynalazłam zdjęcia prac wykonanych jakiś czas temu.

Prosta czerwona bransoleta zapinana na guziczki, szyta podwójnym peyotem.






I wakacyjny naszyjnik z grubego sznura. Nad morze, czy nad jezioro?




wtorek, 26 lipca 2016

Dysis

Na moim stole, w pudełeczku, zrobił się "sam" miks różnych drobniutkich koralików. Nie mogłam patrzeć jak tak leżą... ;) Dobrałam kamień na środek i dosłownie w dwa wieczory powstał wisior Dysis.


Tak jak już wspomniałam: miks różnej drobnicy otacza belkę korala. Ten zaś "związany" jest łańcuszkiem.




Całość tradycyjnie szyta na bardzo dobrej jakości filcu i podszyta eko-zamszem. Zawieszona na łańcuszku w kolorze złotym.


sobota, 18 czerwca 2016

Moja Luna

Ostatnio wyznaczyłam sobie niemałe zadanie bojowe. W biegu i natłoku obowiązków, musiałam usiąść i pomyśleć chwilę. Łatwo nie było a i okazja nielicha. Święto Przyjaciółki jest czymś ważnym. Z tej okazji postanowiłam stworzyć coś wyjątkowego. Dla miłośniczki sów nie mogłam wybrać innego wzoru. Złożyłam zamówienie w Drewutni bardzo zdolnego Emila - http://www.drewutniaemila.pl/ na kaboszon z wiadomym motywem. 
Gdy odebrałam paczuszkę z Sową, zaniemówiłam. Małe dzieło sztuki!



Szukałam weny długo, oj, długo. A w głowie pusto! Postanowiłam jak zwykle działać spontanicznie.

Sowa szyta nocą, przy świetle Księżyca, świec również. Wzięłam kubek z kawą, filc, górę koralików i... poleciałam!


Rano już było widać cień tej szalonej wizji, która co rusz zmieniała się jak w kalejdoskopie...




Bardzo przyjemnie się to szyło.
Jako, że nigdy nie liczę czasu spędzonego z igłą w ręku, tym razem postanowiłam coś sprawdzić.
Zaczęłam odliczanie w tym momencie:


Tak to wyglądało po godzinie:


A tak po kolejnej:


Och! Jednak lepiej nie patrzeć na zegarek! :)
9 godzin przed wysłaniem paczki już na horyzoncie majaczyła meta...


Uff.. Jeszcze tylko podszyć od spodu. Słyszałam zza okna świergot pierwszych ptaków. Wydaje się, ale zabrało mi to 4 godziny...


A oto nareszcie efekt końcowy pracy nad prezentem dla wyjątkowej osoby:




Nad Sową mruga ametystowy księżyc, a towarzystwa dotrzymują mu dwie sodalitowe gwiazdy i maleńkie kuleczki ametystu i jadeitu.
Otoczone przez płaszcz koralików. Koraliczków, właściwie. Maleńkie 1,5 milimetrowe TOHO w kolorach: Gold-Lustered Amethyst, Higher-Metallic Amethyst, (które w robótce niewiele się od siebie różniły, ale dały bardzo delikatny efekt cieniowania :)), Transparent Amethyst, Trans-Lustered Med Amethyst, Metallic-Amethyst Gun Metal, Gold-Lustered Raspberry i po odrobince Silver Lined Lt Topaz oraz Trans Rainbow Olivine. Użyłam jeszcze koralików Stuco, ale nazw ich odcieni nie potrafię zidentyfikować.
Kolia przytula się do szyi dzięki rzemieniom w cudownym kolorze i metalowym elementom.
Tył jest usztywniony i podszyty granatową skórą. Całość ma ok 16 cm w najszerszym miejscu.

Pooglądajmy ją dalej:








Nie mogło zabraknąć zdjęć na moich ulubionych kamieniach:




Radość, jaką obdarowana odesłała mi w zamian, jest dla mnie największą nagrodą. 
Kochana, niech Ci się dobrze nosi i jeszcze raz - wszystkiego najlepszego! <3