Piórka, pióra, kocham pióra!
Taką bransoletkę wycudowałam na krośnie dokładnie 3 lata i 3 miesiące temu :) Ale mam zryw!
Nosiłam ją bardzo często i prawie do wszystkiego. Tak więc podczas hulanek na pewnym koncercie nie wiem jak i nie wiem kiedy spadła z ręki i poleciała prosto w trawę. Na zawsze.
Muszę sobie zrobić drugą taką samą! Tym bardziej, że igły i koralików nie miałam w ręku od... hmm.... od.... yyyy....??????????? OD LISTOPADA TAMTEGO ROKU??? No tak!!
Tak, to już przekłada się na coś w rodzaju ciężkiej depresji. Jednak póki nie ogarnę TEJ ważnej sprawy, która stała się ważniejsza niż koraliki [sic!] sama sobie nałożyłam zakaz nawet patrzenia na warsztat...
Zostawiam dziś was z takim skromnym postem. Trochę mi dziwnie...
Bardzo lubię warsztat z tym artystycznym nieładem dookoła :)
Lubię to!
wtorek, 10 lipca 2018
wtorek, 6 lutego 2018
Makowo. Ludowo.
A dziś pokażę Wam bransoletę z początku września. Tak prawdę mówiąc, dziergałam ją w swoje imieniny :)
Robiło mi się ją szybko i miło, z wielką przyjemnością. Teraz cieszy oko i nadgarstek Darii :)
I powiem Wam, że to, że wzór jest szeroki, nie znaczy, że bransoletka jest trudna! Jak ja lubię robić na krośnie!
Nie będę się rozpisywać, popatrzcie ile zdjęć jej nacykałam:
Powstała z koralików Toho, wykończona skórą.
A tu możecie popatrzeć na etapy powstawania:
Ohohoo... Jakoś tu czarno...
Pół godziny później weszły kolory .
Godzinę później już "coś" było widać.
W międzyczasie zmieniałam dobór kolorystyczny... Ale 2,5h dalej...
I za kolejne 2 godziny mogłam wykrzyknąć "Tadam!!!"
Taka miła robótka na popołudnie przy kawce :)
A Wy lubicie motywy kwiatowe w biżuterii?
Ja uwielbiam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






