Lubię to!

czwartek, 19 marca 2020

Kwadratowy

Wena po wydzierganiu szala nie odpuszczała, wymyśliłam sweter :)
Przekopałam swoje kilogramy włóczki - już mi się trochę tego nazbierało...

W ręce mi wpadła Trachtenwolle od Schachenmayr'a.
63% wełny, 37% akrylu. 185 metrów w 100 gramach.

Kiedyś kiedyś ją kupiłam w jakiejś wyprzedaży, a że to jedna z pierwszych moich kupionych włóczek, to ten zakup okazał się trochę beznadziejny. Kupiłam "bo fajna" i "może coś kiedyś z niej zrobię"... A że zostało po jednym motku z koloru... No, z szarego były dwa... ;)

No i właśnie teraz nastał jej czas!


Projekt wpadł do głowy piorunem, szybki rysunek i...
Okazało się, że muszę się podszkolić od strony technicznej. Zajęło mi to kilka chwil, ale potem robota ruszyła z kopyta...
Według założenia miałam zużyć wszystkie motki, zostało po troszkę z każdej - żeby zachować jako taką proporcję między kolorami.


Przy dobrej kawie wszystko robi się jakoś lepiej... :)

Kilka dni później można się było w to ubrać. Ogólny zarys był już widoczny. Cały zrobiłam w dwa tygodnie! To mój rekord!


Od początku zasuwałam na 8 motków, więc pracę spowalniało rozplątywanie kołtunów! Na szczęście im robótki przybywało, tym ilość motków malała.
Zaraz zobaczycie: ten rękaw ze zmianą kolorów robiłam jednocześnie z resztą, więc miałam niezły miszmasz na drutach!

Ale udało mi się!
Jestem z niego dumna!


Dopasowanie rękaw + reszta ❤


Cuuudowny...


Wygodny, niebanalny... Mój!


Tył taki sam jak przód!


Mankiety też nie byle jakie... ;)
Nie gubiłam tradycyjnie oczek ani na talię, czy rękawy, jest taki luźniejszy.



Mogę tak bez końca ;)


 Na podłodze, na płasko prezentuje się tak:


To już mój piąty!
 


Tadaaaam! ❤

niedziela, 8 marca 2020

Mój Zimowy Szal

W kalendarzu już marzec, ale na potrzeby dzisiejszego dzieła muszę się cofnąć pamięcią o kilka tygodni...

Jak co roku, jadąc do rodziny na święta zawsze do walizki pakuję koraliki, albo włóczkę. W tamtym roku w tych okolicznościach swój początek wziął LILAK :)
A w tym roku dopiero pod choinką znalazłam cudowną włóczkę... Przypadek? Nie sądzę...
Sama ją sobie wybrałam, zapakowałam i schowałam pod iglakiem ;) Mam nadzieję że okrzyk "ooo, zobaczcie, włóczka!!!" wypadł przekonująco ;p

A jaka to włóczka? 
Znana już mi i Wam, z poprzedniej zimy, włóczka Otello, z której wydziergałam szal Igi
Bardzo mi się ona podoba i mam wrażenie, że jeszcze coś z niej kiedyś wydziergam...


A wzór? Też znajomy... To motyw z Lilaka ;)
Szal wyszedł spory, waży 355 g, jest długi na 245 cm i szeroki na 50, przerabiany na drutach 6 mm.
Wydziergałam go w trzy tygodnie, druty i kłębki wywiozłam nawet na weekend w górach :)
Ale mogę się nim porządnie opatulić. Albo nonszalancko zarzucać na ramiona, ooo właśnie tak! :D


Przy Lilaku stwierdziłam, że jak się Wam w nim nie pokażę, to pęknę! Ale pisałam, że nie odważyłam się na sesję "przy ludziach", dlatego uciekłam w boczną uliczkę.
A tym razem poprosiłam o zdjęcia w moim najulubieńszym miejscu w Lublinie :)


To moje ulubione ❤ 

 

 Zdjęć dużo, bo wybrałam sobie nieustępliwego fotografa!
Dziękuję Sylwia, jesteś cudowna ❤❤❤


Czerń przełamałam szarym pasem, tak dla odmiany... Też żeby było widać ten ażur, na którego punkcie oszalałam. W moich zbiorach mam wiele wzorów, ale ten jest bezkonkurencyjny!


Gdy szal wysechł po blokowaniu, od razu go założyłam i noszę do dziś, i do glanów i obcasów i do wszystkiego!
Jest bardzo cieplutki, miły, ładny, wygodny i cudowny i och i ach! :D



 Jest magia :)
Jako rekwizyty trzymam 100% grubą wełnę, jest bardzo fotogeniczna w tych kłębkach, aż szkoda coś z niej zrobić...



 Uśmiech mi z twarzy nie schodził!


❤❤❤❤❤


 W domu na parkiecie też prezentował się nielicho.




Jest bardzo długi... W trakcie zdjęć przypomniało mi się o mojej innej, również długiej robótce...
To mój lariat, mam go już 5 lat, ale bardzo lubię i często noszę :)


 Dobrana para!
To zdjęcie mam na tapecie w telefonie ;)


Uwielbiam go! 


Koniecznie napisz, co o nim myślisz!


Na drutach mam teraz kolejny sweter.
Koraliki na razie schowane, mam w głowie projekt kolczyków, ale coś mi się to od strony technicznej zgrać nie może, więc odłożyłam i czekam na dobry moment.
A poza tym, przy porządkach pod koniec roku znalazłam kilka robótek zaczętych i porzuconych... Ale pozbierałam je wszystkie do jednej szuflady (haft płaski, krzyżykowy, kolczyki z sutaszu, nawleczone koraliki na bransoletki szydełkowe, coś tam jeszcze...) i będę kończyć na Spotkaniach Miłośników Rękodzieła :) Za sprawą Sylwii wychodzimy z szafy i dziergamy w uroczych kawiarniach :) Robótka + kawa + kreatywni ludzie = zestaw idealny, nawet dla introwertyka :)
Info szukajcie na Facebook'u!